Dyscyplina! Asceza! Dogma!
Stach Szabłowski
W kinie lat 90. zdarzyły się trzy ważne rzeczy. Początek dekady przyniósł wystylizowany, manierystyczny, flirtujący z popkulturą film postmodernistyczny, z mocarną awangardą w osobach Davida Lyncha, Gusa van Santa, Kenetha Branagha, Tima Burtona czy Luca Bessona wspomaganych przez takich tuzów po-nowoczesnej estetyki jak Peter Greenaway czy Derek Jarman. Niemal równocześnie eksplodowało kino azjatyckie - dziś bez reżyserów z Hongkongu, Chin, Tajwanu czy Korei Południowej nie sposób sobie wyobrazić szanującego się festiwalu filmowego. Wreszcie w drugiej połowie dekady świat usłyszał o Dogmie.
Wiosną 1995 w Kopenhadze spotkało się na piwie czterech reżyserów: Lars von Trier, Thomas Vinterberg, Kristian Levring, i Soren Kragh-Jacobsen. W niecałe 25 minut napisali gniewny manifest Dogma 95. Zjechali w nim równo współczesne kino i zaproponowali własną receptę na robienie filmów. Nikt z obecnych nie zdawał sobie wówczas sprawy, że jest to chwila historyczna.
Manifest zaczyna się od spostrzeżenia, że po stu latach od wynalazku braci Lumierre kino zupełnie się pogubiło. Za dużo w nim wszystkiego: fikcji, fałszu, komplikacji, techniki, pieniędzy, sztuczek. Zdaniem autorów manifestu większość filmów (również artystycznych) sprzedaje pustą iluzję i nie mówi nic o niczym. Sprawa jest tym poważniejsza, że dzięki rozwojowi technologii robienie filmów staje się coraz łatwiejsze i tańsze. Będzie ich więc coraz więcej. Tym ważniejszą misję ma do spełnienia awangarda - powinna wskazać drogę jak je robić.
Odpowiedź Dogmy na zepsucie kina jest po kapralsku surowa. "Nieprzypadkowo słowo 'awangarda' ma militarne źródło - powiadają sygnatariusze Dogmy. - Cała nadzieja w dyscyplinie! Musimy wtłoczyć nasze filmy w mundury, ponieważ indywidualizm w filmie będzie z definicji dekadencki." Zasady manifestu zawarte w Ślubach Czystości (wyznaniu wiary Dogmy) brzmią jak reguła zakonna (twórcy Dogmy nazywają się zresztą czasem "braćmi"). Lekarstwem na przeładowanie współczesnego kina techniką, efekciarstwem i narracyjnymi sztuczkami jest według. Duńczyków asceza. Zalecają redukcję środków do minimum: kamera z ręki, naturalne oświetlenie i plenery, dźwięk nagrywany na żywo, jedność czasu i miejsca akcji, życiowe realia. Krótko mówiąc uproszczenie i powrót do korzeni.
Dogma, jak sama nazwa wskazuje jest okrutnie dogmatyczna. Ironia przebijająca spod wojującego tonu jest oczywista. Z drugiej strony zasady traktowane są na serio i, jak dowiodły zrealizowane w zgodzie z nimi filmy, mają sens. Cała formuła sprowadza się do maksymalnego realizmu i oczyszczenia filmu ze zbędnych elementów. W gruncie rzeczy Dogma polega na zastosowaniu środków najprostszego dokumentalnego reportażu do produkcji fabularnej. Mogłoby się wydawać, że taka surowizna będzie nie do oglądania. Wystarczy jednak zobaczyć Idiotów, Festen czy Kochanków by przekonać się, że to działa! Filmy z certyfikatem Dogmy mają niezwykłą intensywność i siłę przekazu. Przypominają trochę Nową Falę i eksperymenty Cinema Verite, bliskie są też niektórym dziełom Casavestesa, ale zrobione są znacznie konsekwentniej. Okazuje się, że rzeczywiście cała filmowa machina produkcyjna nie jest konieczna do zrobienia poruszającego obrazu. To proste odkrycie okazało się rewelacją kinematografii końca lat 90., co jest tylko potwierdzeniem poglądów twórców manifestu, że kino zaszło za daleko. Dogma wskazuje drogę zwłaszcza ambitnym produkcjom niezależnym, bo realizacja jej zasad nie wymaga rozdętych, hollywoodzkich budżetów. Twórcy manifestu zastrzegają wprawdzie, że manifest nie jest przepisem na tani film tylko drogą do odzyskania zagubionej bezpośredniości. Dobry film Dogmy może kosztować nawet 100 mln dolarów, byle był zrobiony zgodnie z jej przepisem. Najważniejsze to mieć coś do powiedzenia. "Dla Dogmy film nie jest iluzją - Dogma 95 to akcja ratunkowa!".
Dogma w akcji
Dogma pojawiła się w samą porę. I filmowcy i, widzowie zaczynali odczuwać ssanie w żołądku. Dawał się we znaki głód nowego typu realizmu - realizmu, który wyrwałby się ze gorsetu filmowych konwencji, czegoś na miarę epoki reality shows i tanich cyfrowych kamer, na których każdy, przy odrobinie samozaparcia, może zrobić kinowy film. Pierwsze certyfikaty Dogmy sygnatariusze przyznali sami sobie: Vinterberg zaczął swoim nagrodzonym w Cannes'98 Festen, Lars zaprezentował Idiotów, Kragh-Jacobsen Mifune a Levring Król żyje. Następny był Kochankowie Jean Marc Barra - przyjaciela i ulubionego aktora von Triera (Francuz znany jest m.in. z Europy, Przełamując Fale i Tańcząc w Ciemności, a także z Wielkiego Błękitu Bessona). W chwilę później swoją Dogmę zrobił młody geniusz amerykańskiego kina Harmony Korine, który jeszcze chwilę wcześniej deklarował, że swoją twórczość widzi jako zjawisko zupełnie osobne, nie mające nic wspólnego z czymkolwiek, co dzieje się we współczesnym kinie. Do dziś certyfikaty ma już 19 filmów z dziewięciu krajów. Obrazów, w których jest coś z ducha Dogmy, powstało jednak znacznie więcej. Według założeń bliskich Dogmie zrobione zostały Don's Plum R.D.Robba z 1996 i Jabłko 18-letniej reżyserki z Iranu, Samiry Makhmalbaf (oboje kręcili swoje filmy nie mając pojęcia o istnieniu manifestu). Głośny film Patrice'a Chereau Intimacy, który wygrał festiwal w Berlinie 2000 tylko formalnie nie spełnia kryteriów manifestu (nawiasem mówiąc obraz Francuza konkurował z obsypaną nagrodami Dogmą nr 12, Italian for Beginners Dunki Lone Scherfig. Nawet koncepcja Blair Witch Project nieodległa jest od zasad sformułowanych przez von Triera i jego kumpli.
Choć Manifest w żaden sposób tego nie sugerował, w filmach Dogmy pojawiają się rysy wspólne. Dogmowcy chętnie penetrują niskie i wstydliwie skrywane poziomy rzeczywistości. Opowiadają o patologicznych rodzinach, ludziach wyrzuconych poza nawias codzienności, zaburzeniach w stosunkach międzyludzkich. Szczególnie zainteresowaniem Dogmowców cieszą się psychiczne odchylenia od normy (Julien: Donkey Boy, Mifune, Idioci) oraz społeczne niedostosowanie (Festen, Król żyje, Italian for Beginners, Kochankowie oraz wszystkie trzy filmy wymienione wcześniej). Dogma to nurt zaangażowany; nie jest tylko nośną formułą artystyczną, lecz także ruchem, który przedstawia nieopowiedzianą część historii społecznej.
Bezpośredni realizm Dogmy na razie sprawdza się doskonale. Kolejne Dogmy osuszają festiwale z nagród, odnoszą sukcesy artystyczne, ale i kasowe (Mifune, Idioci). Ważną rolę w ruchu Dogmy odgrywa Zentropa, firma producencka Larsa von Triera. Sam Lars zrobił tylko jeden film według zasad manifestu - już Tańcząc w Ciemnościach łamał ich wiele, bo zasady są po to aby je łamać. Zentropa zaangażowana jest jednak w mniej więcej połowę nakręconych dotąd obrazów z certyfikatem. Firma zajmuje się wspieraniem niezależnego kina - niedawno przygarnęła Don's Plum R.D. Robba. Film przez cztery lata prześladowany był procesami przez Leo DiCaprio. Gwiazdor zagrał w nim główną rolę, lecz potem zmienił zdanie i doprowadził do zakazu dystrybucji Don's Plum w USA. Tymczasem Zentropa zaprosiła Robba do Kopenhagi, umożliwiła mu dokończenie postprodukcji filmu i wprowadza go na ekrany w Europie. Von Trier i Robb przygotowują się właśnie do wspólnego otwarcia filii firmy w Stanach.
dogma 95 |
przysięga czystości |
certyfikat dogmy

13.05.2006 18:46 nie ma co się czepiać estetyki dogmy, to już było, w czasie nowej fali francuskiej. widoczne jest, że podgryza swój ogon jak to miało miejsce w przypadku francuzów.
kurczak | 16.01.2005 15:18 p.s.: w dodatku manifest został napisany w ciągu 45 min a nie 25! polecam: www.dogme95.dk, o ile znasz język angielski...
K* | 16.01.2005 13:00 dziwi mnię że pozwolili opublikować twój text... czy nikt tych text'ów nie redaguje? taki tip na przyszłość: jak o czymś piszesz, o czym nie masz pojęcia, to zrób najpierw dobry research! wtedy dowiesz się n.p. że jedynie Lars von Trier i Thomas Vinterberg stworzyli i podpisali manifest...
k* | 27.06.2004 09:22 Ja nie wiem jak dyskutować z kimś kto nie wie, że jedynie "Idioci" to w repertuarze von Triera film dogmy, a reszta nie.... Polecam poczytać manifest i nie wypowiadać się na tematy o których nie ma się pojęcia.:P
Kinoman | 01.05.2004 18:20 NIE NIE NIE.... Jestem całkowcie na nie. Szanuje Larsa von Tiera za na prawde dobre filmy ale nawet on nie trzymałw pełni zasad Dogmy podczas takich filmów jak Idioci (retrospekcje) czy Tańcząc w ciemnościach (fragmenty musicalu).
Gogma jest ciekawa ale jest też niechlujna z obowiązku i ogółem brzydka. Kino ma swój język a Dogma wprowadza do niego bełkot.
Kiundolf | [więcej...]
|
 |