|
WINA WOLTERA
Scenariusz i Reżyseria: Abdellatiff Kechiche
Występują: Sami Bouajila, Élodie Bouchez, Bruno Lochet, Aure Atika, Virginie Darmon
Zdjęcia: Dominique Brenguier, Marie-Emmanuelle Spencer
Muzyka: Cheb Mami, Sabah Fakhri, Georges Brassens, Shaykh Yusuf Al-Manyalâwî i inni
Produkcja: Francja 2000
Czas: 130 minut
Dystrybucja w Polsce: Gutek Film
W kinach od: 16 maja
Opis
Jallel (Sami Bouajila) uciekł z Tunezji przed biedą. Dostał się nielegalnie do Francji. Podając się politycznego uchodźcę z Algierii zdobył zezwolenie na trzymiesięczny pobyt tymczasowy. Ląduje w paryskim schronisku dla ubogich i walczy o przetrwanie. Łapie dorywcze prace na czarno, sprzedaje awokado w metrze i kwiaty po kawiarniach, próbuje odnaleźć się w środowisku paryskich Arabów. Zaprzyjaźnia się ze społecznymi rozbitkami ze schroniska, żyje z dnia na dzień, usiłuje odkładać pieniądze i wysyłać je rodzinie w Tunezji. Zakochuje się w pięknej francusko-arabskiej kelnerce (Atika) i myśli o zwarciu z nią małżeństwa, które dałoby mu wymarzone prawo stałego pobytu we Francji. Przeżywa załamanie nerwowe i trafia do szpitala psychiatrycznego. Jallel poznaje tam Lucie (Bouchez), niezrównoważoną młodą Francuzkę, która okazuje się jeszcze bardziej zagubiona niż on sam...
Recenzja
Rewelacja! Wina Woltera to strumień życia, który porywa widza wartkim strumieniem. Złoty Lew w Wenecji dla reżysera Abdela Kechiche'a był w pełni zasłużony. Ten film jest witalny, autentyczny, ludzki - to kawał soczystego, konkretnego kina. I jeszcze ta Elodie Bouchez - znów porywająca!
Wina Woltera przypomina stylem Dogmę. Jest improwizowana, spontaniczna, kręcona szybką kamerą, sceny chwytane są na gorąco, jak w dokumencie. Kechiche wpisuje się w nurt nowego filmowego realizmu, który zaciera granice między fikcją i fabułą. Wina Woltera to kino należące do tej samej rodziny, co obrazy Mike'a Leigh, Wyśnione życie aniołów Zonki, Włoski dla początkujących Lone Scherfig czy The Lovers Jean-Marc Barra (ten ostatni Wina przypomina najbardziej; akcja obu filmów toczy się w Paryżu i w obu Elodie Bouchez kocha nielegalnego emigranta - u Barra jest to Serb, u Kechiche'a przybysz z północnej Afryki).
Wina Woltera różni się od typowych historii o emigrantach. Oczywiście jest to film społeczny. Odbywamy w nim wyprawę na dno Paryża. Poznajemy uroki schroniska dla ubogich i pracy na czarno. Reżyser pokazuje nam ludzi, którzy funkcjonują na marginesie sytej i bogatej Francji. W końcu to film o nielegalnym emigrancie. Ale na tym się u Kechiche'a nie kończy. Wina Woltera nie jest kolejnym oskarżeniem, rzuconym w twarz obojętnemu, egoistycznemu społeczeństwu. Kechiche niczym nie epatuje, nie udowadnia żadnej tezy (na przykład, że Francuzi są rasistami), nie pisze politycznego manifestu. Bardziej interesuje go życie, marzenia, miłość - nielegalny emigrant jest przede wszystkim człowiekiem, dopiero potem emigrantem.
Najlepsze w Winie Woltera jest uwolnienie od rygorów dramaturgii. Akcja toczy się nieprzewidywalne jak samo życie. Główny bohater może za chwilę wygrać na loterii milion franków, zostać deportowany do Tunezji, albo wpaść pod samochód i zginąć - wtedy kamera zaczęłaby pewnie śledzić losy innej postaci. A może też nie zdarzyć się nic specjalnego i wtedy będziemy oglądać Jallela gawędzącego z kolegami przy piwie, lub sprzedającego awokado. Fabuła jest otwarta na oścież, może pójść w dowolnym kierunku. Wszystko może się stać, więc z wypiekami na twarzy czekamy, co się stanie.
Takiego filmu nie da się zrobić bez genialnych aktorów. Kechiche ich ma. Sami Bouajila nie gra - on jest Jallelem. Elodie Bouchez udowadnia, że jest dziś najwybitniejszą francuską aktorką - na ekranie potrafi zrobić wszystko. Inni niewiele ustępują parze Bouajila/Bouchez. To dzięki nim, aktorom, ten film-życie jest w 100% przekonywujący i wiarygodny.
Uwaga: to nie jest film dla wszystkich. Jeżeli ktoś ma ochotę po prostu rozerwać się i uciec na chwilę od rzeczywistości w dwie godziny hollywoodzkiej baśni - niech trzyma się od Winy Woltera z daleka! Wina Woltera nie ucieka od rzeczywistości - jest jej solidnym kęsem, o słodko-gorzkim smaku. Ten film nie jest trudny. Po prostu nie ma w nim policjantów i złodziei ani kosmitów demolujących Biały Dom. Kechiche uważa, że ciekawsze są historie, które wydarzają się codziennie na ulicy. Wszystkich, którzy się z nim zgadzają Wina Woltera zachwyci.
Stach Szabłowski

 |